
Roman Motoła: Cyfrowy pieniądz banku centralnego – krótka smycz od eurokratów
Wyraźny zwrot europejskich wyborców w prawo oraz konserwatywny wiatr zza oceanu wywołują u brukselskich biurokratów potrzebę przyspieszenia zmian w stronę coraz ściślejszego systemu kontroli społecznej. Słyszeliśmy już deklaracje o konieczności „obrony demokracji” poprzez nadzór nad pożądanymi rezultatami głosowań w poszczególnych państwach Unii Europejskiej. Znamy nawoływania do nadzoru nad przepływem informacji. Widzimy wzmożenie „walki z klimatem” i skracanie okresów, w których państwa UE miałyby się dostosować do księżycowych celów zeroemisyjności. Pośpiech biurokratów wyraża się również w zapowiedziach bardziej energicznego marszu w stronę cyfrowego pieniądza banków centralnych (CBDC). To projekt globalny, szykowany w ponad 170 państwach. W wydaniu unijnym gotuje go nam Europejski Bank Centralny, na czele którego stoi Christine Lagarde. Europejski Bank Centralny ogłosił na przełomie października i listopada finał pierwszego, dwuletniego etapu na drodze do cyfrowego euro. Teraz czas na












