Światowych wojen u nas dostatek

Współczesna historiografia notuje dwie wojny światowe w dziejach ludzkości – obie w pierwszej połowie XX wieku. Tymczasem uważne pochylenie się nad szeroką panoramą tychże dziejów każe zauważyć ich znacznie więcej.

Czyż bowiem nie był wojną globalną zbrojny konflikt rozgorzały na początku XVI stulecia, wkrótce po rewolucyjnym wystąpieniu Marcina Lutra? Konflikt, który ogarnął nie tylko Europę, ale z miejsca rozlał się szeroko po właśnie odkrywanym Nowym Świecie – by gdzie tylko protestant natknął się na katolika lub katolik na protestanta, z miejsca brali się za łby, aż się kurzyło. Od Saksonii po Makau, od Brazylii po Cejlon i na wszystkich morzach – aż do XVIII wieku, kiedy oświeceniowy ateizm wygasił żar w duszach chrześcijan.

A rozpoczęta dziewięć wieków wcześniej ekspansja islamu – czy też nie była światową wojną? Przecież zawsze na wiarę Mahometa nawracała ludy żelazna pięść wojowników dżihadu – od Arabii przez Sahel do Hiszpanii i w przeciwną stronę – ku Wielkiemu Stepowi, Indiom i Chinom. Z siłą potężnej burzy piaskowej, całkowicie niszcząc cesarstwo wschodniorzymskie oraz imperium perskie, zalewając Bałkany i wyspy Indonezji. Wreszcie w XXI wieku miecz Proroka uderzył w Amerykę. Ta wojna trwa do dziś i właśnie zaczyna się jej nowy etap.

Niektórzy do wspomnianych wyżej konfliktów światowych dodają jeszcze podboje Mongołów w XIII wieku, wojnę Francji z Ligą Augsburską i o sukcesję hiszpańską na przełomie XVII i XVIII stulecia oraz późniejszą o pół wieku wojnę siedmioletnią.

Inni zastrzegają, iż wojna, aby dało się ją uznać za światową, musi być totalna. Ciekawe dlaczego? Przecież nie mniej totalna może być wojna lokalna – jak choćby amerykańska wojna secesyjna, prawdziwy przedsmak drugiej wojny światowej…

Wewnątrzchrześcijański konflikt religijny oraz islamskie podboje spełniają kryterium totalności – dotykały całych społeczeństw walczących stron, angażowały wszelkie metody oraz środki i diametralnie zmieniały polityczno-społeczno-kulturowy kształt świata.

Wojna światowa jest stara jak świat, ba, jak wszechświat. Zaczęła się od starcia armii, których nawet ułamka potęgi nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić – gdzieś w niebiosach, daleko od ziemskiego globu i jeszcze przed jego stworzeniem. A potem wraz z pokonanymi trafiła na Ziemię, by stać się matką wszystkich ludzkich wojen. Choć ostatecznie dawno już wygrana, ludzie wciąż masowo giną na polach jej bitew – najliczniej dezerterzy. I jest to śmierć druga – udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką (Ap 21, 8).

To wojna supertotalna. Teatr jej działań ogarnia wszystkie sfery życia, aż do dna intymności, i dalej – po najgłębsze pokłady duszy. Nie zna neutralności; nie ma w niej niewalczących ani cywilów, bo u Boga i mucha, kiedy każe, żołnierzem musi być (jak to ładnie ujęła Eliza Orzeszkowa). I nie ma od niej ucieczki, tylko wybór strony: zwycięskiej, która się z triumfem nie obnosi, albo definitywnie pobitej, która jeszcze o tym nie wie.

Jerzy Wolak

Zarządzaj zgodami plików cookie

Informujemy, że niniejsza strona internetowa wykorzystuje pliki „cookies”. Szczegółowe informacje na temat gromadzonych plików „cookies” znajdują się w Polityce prywatności. Użytkownik poprzez kliknięcie przycisku „Akceptuję” wyraża zgodę na przetwarzanie plików „cookies”. Użytkownik może zmienić opcje przetwarzania plików „cookies” poprzez kliknięcie przycisku „Ustawienia”, a następnie wybór plików „cookies”, na które wyraża zgodę. W przypadku klieknięcia przez użytkownika przycisku "Odmawiam" przetwarzaniu będą podlegać jedynie konieczne pliki "cookies".