8 grudnia 2025 roku minęło sześćdziesiąt lat od zakończenia II Soboru Watykańskiego. W Polsce chętnie narzekamy na utrzymujący się kryzys katolicyzmu. Czas przestać narzekać i wziąć się za ewangelizację.
II Sobór Watykański miał przynieść Kościołowi wiosnę. Tak się nie stało. Wprawdzie w skali globalnej liczba katolików gwałtownie wzrosła (z około 600 mln do 1,4 mld), ale to efekt rozwoju demograficznego krajów Globalnego Południa, gdzie Kościół z sukcesem prowadził misje – na długo przed soborem. Zupełnie inny jednak obraz jawi się po spojrzeniu na statystyki dotyczące kapłaństwa. W roku 1970 księży było prawie 420 tysięcy. W roku 2023 – niespełna 407 tysięcy. Lawinowy wzrost nominalnej liczby katolików, spadek liczby kapłanów… To wiele mówi o faktycznej kondycji wiary na świecie. W Afryce czy niektórych regionach Azji kryzys nie jest może aż tak odczuwalny, ale inne regiony świata znajdują się w dramatycznej sytuacji. Europa, Ameryka Północna, Ameryka Południowa – tam Kościół wszędzie się kurczy.
Potraktujmy wreszcie ten sobór poważnie!
Czy można za ten zachodni kryzys winić II Sobór Watykański? Każdy obiektywny czytelnik dokumentów soborowych przyzna, że nie brakuje w nich niejasności. Nie można mieć też złudzeń w sprawie reformy liturgicznej: ojcowie soborowi w konstytucji dogmatycznej Sacrosanctum concilium nie chcieli wcale tego, co później faktycznie zrobiono. Na skutek soborowej idei „dialogu ze światem” przestano też potępiać wiele współczesnych błędów, zwłaszcza w obszarze etyki seksualnej. Wśród katolików zakorzenił się nowy model rodziny ubogiej w dzieci. Afryka, którą długo uważano za przykład posoborowego sukcesu, powoli przestaje nim być: również tam spada dzietność, katolickie rodziny coraz częściej sięgają po antykoncepcję. Ludzie chcą żyć wygodnie i dostatnio, a nie pobożnie. Społeczeństwa obojętnieją religijnie.
Cały artykuł przeczytasz w 109. numerze pisma Polonia Christiana!