Zagraniczne agentury za pomocą rządzących kompradorów drenują polskie społeczeństwo i polską gospodarkę. Co roku z tego powodu tracimy setki miliardów, które wypływają z naszego kraju.
Pierwsze wolne od czasów II Rzeczypospolitej wybory parlamentarne odbyły się 27 października 1991 roku. W ich wyniku został wyłoniony parlament, który wydał jedynego – jak do tej pory – premiera mającego na sercu polską rację stanu i dobro Polaków. Ale to był błąd systemu. I właśnie dlatego adwokat i działacz antykomunistyczny Jan Olszewski tak szybko został usunięty ze stanowiska prezesa Rady Ministrów. III RP została tak skonstruowana i zaprogramowana, by na narodzie polskim bez skrępowania i jakiejkolwiek odpowiedzialności mogły żerować różne grupy interesu kierowane przez zagraniczne agentury.
Jak do tego doszło?
To wynik rozmów w Magdalence i okrągłostołowej ustawki, którą zorganizował generał Czesław Kiszczak, szef komunistycznej bezpieki. To on wtedy rozdawał karty, zapraszając do wyreżyserowanych „negocjacji”, które prowadzili jego ludzie z jego agentami ulokowanymi w środowiskach antykomunistycznych. Na dekady zdecydowali oni o kształcie państwa polskiego, które w dalszym ciągu miało służyć nie narodowi polskiemu, a obcym agenturom za pośrednictwem lokalnych kompradorów. Olszewski – nawet jeśli nie wszystkie jego działania były optymalne, bo niekoniecznie na wszystkim się znał – był patriotą, a nie kompradorem. Dlatego był nie do zaakceptowania zarówno dla rozplenionych cudzoziemskich agentur, jak i okrągłostołowych architektów.
Sytuacja niewiele się zmieniła od tamtej pory. Rządzi nami obca agentura, której nie interesuje polska racja stanu ani dobrobyt Polaków. Kompradorzy realizują interes swoich zleceniodawców, którym służą. Aby to było możliwe, wykorzystywane są mechanizmy korupcyjne i kompromaty.
Dodatkowo zagraniczne pieniądze finansują antagonizmy w narodzie – jątrzą, dzielą i konfliktują społeczeństwo. Po to jest Społeczeństwo Otwarte Jerzego Sorosa. Po to są unijne dotacje i fundusze norweskie. Po to są niemieckie fundacje polityczne. Po to są zagraniczne organizacje pozarządowe działające w Polsce w interesie swoich fundatorów i zleceniodawców. Po to są biorące zagraniczne granty stowarzyszenia i portale informacyjne szerzące antypolską propagandę i dezinformację.
Krzysztof Szczawiński zwrócił uwagę na ujawnione szokujące informacje, że Microsoft, Bill Gates i Steve Ballmer przekazali ponad sto milionów dolarów Fundacji Obamy, aby zniszczyć „prawicową partię populistyczną” w Polsce. W zamian Microsoft może zarobić dziesiątki miliardów dolarów, jeśli ta prowadzona przez Obamę zmiana reżimu zakończy się sukcesem. Cóż za filantropia!
Jego komentarz jest jednoznaczny i trudno się z nim nie zgodzić:
Tak właśnie wygląda „uśmiechnięta demokracja”. Jacyś aktywiści – powiedzmy sobie jasno: zdrajcy – dostają sobie sto milionów dolarów, żeby nam rozwalać Polskę i ustawiać ją pod interesy korpo. Na papierze: fundacje, granty, wsparcie obywatelskie, programy rozwojowe, promocja „wartości demokratycznych”. W praktyce: potężny strumień pieniędzy, wpływów i narracji, który płynie z globalnych centrów władzy do krajów peryferyjnych, kształtując ich debatę publiczną, elity, media i całe zaplecze ideowe. To nie jest spontaniczny ruch oddolny. To jest zorganizowany, finansowany i długofalowy projekt wpływu. Gdy do lokalnej sceny politycznej, medialnej i aktywistycznej trafiają dziesiątki czy setki milionów dolarów z zewnątrz, nie są to „darowizny bezinteresowne”. To inwestycje – w narrację, w kadry, w zmianę kierunku rozwoju kraju, w przechwycenie jego instytucji i elit. A potem mówi się społeczeństwu, że to wszystko dzieje się „naturalnie”, „demokratycznie”, „oddolnie”.
W rezultacie cała antypolska machina dysponuje globalnym kapitałem, zapleczem medialnym, strukturami NGO, siecią fundacji, wsparciem korporacyjnym i potężną machiną narracyjną. Patrioci, którym zależy na podmiotowości kraju, suwerenności politycznej i gospodarczej oraz wzroście dobrobytu mieszkańców, stoją na z góry straconej pozycji. Tym bardziej, że zdecydowana większość społeczeństwa nie jest nawet świadoma, o co i w jaki sposób toczy się ta wojna wpływów.
Ile tracimy?
Taki układ sił powoduje, że łatwo jest drenować Polskę na różne sposoby. Jak podaje Ministerstwo Finansów, w roku 2024 zagraniczne koncerny wytransferowały z Polski do innych krajów Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii rekordowe ponad 151 miliardów złotych. Najwięcej do Holandii, Niemiec i Francji. Chodzi o dochody uzyskane w Polsce przez podatników posiadających siedzibę lub zarząd na terytorium innego niż Polska państwa członkowskiego Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii z tytułu: dywidend i innych przychodów (dochodów) z tytułu udziału w zyskach osób prawnych; odsetek; opłat licencyjnych; przychodów z tytułu świadczeń: doradczych, księgowych, badania rynku, usług prawnych, usług reklamowych – i tak dalej…
W latach 2005–2024 łącznie do krajów Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii wytransferowano z Polski 1420 miliardów złotych! Kwoty te warto porównać do sum z Krajowego Planu Odbudowy. Przy aktualnym kursie euro dotacje z unijnego tak zwanego Funduszu Odbudowy na KPO wynoszą łącznie około 110 miliardów złotych. Oznacza to, że z Polski przez te dwadzieścia lat wytransferowano aż trzynaście razy więcej niż wynoszą wszystkie dotacje KPO!
Ale przecież większość KPO to kredyty, które będą spłacać przyszłe pokolenia. Podobnie jak kredyt SAFE, którego koszt szacuje się na dwa razy więcej niż wartość otrzymanych pożyczek. Do tego dochodzą transfery związane z Zielonym Ładem. Otóż polskie firmy zostały zmuszone do uczestnictwa w systemie ETS i nabywania na giełdzie energii w Lipsku uprawnień do emisji dwutlenku węgla, co kosztuje około 40–50 miliardów złotych rocznie. Również kilkadziesiąt miliardów rocznie (na początku, później ma być tylko drożej) będzie kosztował ETS2, który ma wejść w życie w roku 2028.
Przez nieodpowiedzialne negocjacje Komisji Europejskiej oraz polskich polityków Polska znalazła się także w sporze sądowym z koncernem farmaceutycznym Pfizer o nieodebrane, a niepotrzebne szczepionki na COVID-19. Chodzi o niebagatelną sumę sześciu miliardów złotych. Same kary finansowe od Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej już kosztowały nas prawie dwa miliardy złotych! W niedalekiej przyszłości dojdzie do tego jeszcze być może planowany w Brukseli ETS3 czy przygotowywany przez eurokratów Niebieski Ład.
Rząd uśmiechniętej koalicji zadłuża nas poprzez rekordowe deficyty budżetowe, unijne dotacje, które trzeba współfinansować, kredyty z KPO i SAFE, uzależniając nas od pieniędzy, których nie potrzebujemy, i od „dobrodziejów”, którzy nam te dotacje i kredyty dają. W ten sposób bez formalnego przejęcia kraju, bez formalnej okupacji zagraniczne ośrodki wpływu mogą dyktować coraz bardziej absurdalne i wymyślne warunki, których celem jest dalsza eksploatacja Polaków przez międzynarodową finansjerę, zachodnie koncerny i państwa poważne. Kredyty mają być spłacane do 2070 roku, ale wcześniej z pewnością wymyślą nowe potrzeby i pożyczki, żeby umocnić te zależności.
Gdzie suwerenność?
W państwach poważnych, jak Izrael, USA, Rosja, Iran, Niemcy czy Chiny, służby specjalne działają na korzyść tych państw. Niestety w Polsce jest inaczej. „Nasze” służby i „nasi” politycy służą obcym interesom. Czy można się od tego odciąć? Co społeczeństwo powinno zrobić? Jak się chronić i ratować przed mafią ze służb specjalnych i przed politykami? Czy wystarczy stać z boku? No właśnie nie wystarczy. Większość stoi z boku, a ta zaraza się pleni; jest coraz bardziej agresywna i zuchwała. Przychodzące od okupanta z Brukseli coraz absurdalniejsze i kosztowniejsze pomysły w podskokach wdraża się w życie i jeszcze się wmawia społeczeństwu, że to dla naszego dobra.
Oczywiście nie wszyscy politycy są kompradorami. Naprawę państwa należałoby zacząć od zakazu albo całkowitej transparentności pieniędzy przysyłanych z zagranicy. Już to wdrożono lub wdraża się w kilku państwach regionu: na Węgrzech, Słowacji, w Czechach czy Gruzji. Na przykład czeski rząd planuje wprowadzić rozporządzenie zobowiązujące organizacje non-profit do ujawniania informacji o źródłach finansowania. Podobna ustawa FARA funkcjonuje w USA od roku 1938. Chodzi o to, by społeczeństwo i amerykański rząd wiedzieli, kto działa na rzecz obcych interesów w sferze publicznej. Na razie brukselski okupant wprost szantażuje polskie samorządy wstrzymaniem dotacji, jeśli nie zmienią polityki w kwestii imigrantów czy prorodzinnej. A te samorządy zamiast być niewzruszone i działać zgodnie z interesem lokalnych społeczności, uzależnione od zewnętrznych pieniędzy uginają się i realizują wolę szantażystów. To jest absolutnie nie do pogodzenia z ideą suwerenności narodu, którą rzekomo wywalczyliśmy w roku 1989.
Tomasz Cukiernik – prawnik i publicysta, autor książek: Sabotaż klimatyczny, Dwadzieścia lat w Unii, Wolnorynkowa koncepcja państwa, Michalkiewicz. Biografia.