Rosnący w siłę ruch domagający się wyjścia Polski z Unii Europejskiej będzie ośmieszany i brutalnie blokowany, ponieważ stanowi realne zagrożenie dla prawdziwych władców tego kraju, a jego działania są sprzeczne z ich interesami. Hamulcowych odzyskania przez Polskę suwerenności i niepodległości można podzielić na cztery grupy, choć pewnie dałoby się wyróżnić jeszcze kilka.
Pierwszą i najważniejszą siłą sprzeciwu wobec opuszczenia przez Polskę szeregów UE jest niemiecka agentura, która stoi na straży korzyści niemieckiego biznesu i niemieckiej racji stanu. To ta sama siła, która ćwierć wieku temu stręczyła nam Unię Europejską i do niej nas wciągnęła. Zresztą nawet ówczesny komisarz unijny do spraw rozszerzenia Günter Verheugen był Niemcem i swoje zadanie wykonał celująco. Niemcy są ewidentnym kierownikiem Unii, choć nie samodzielnie decydującym o wszystkich sprawach. Kiedy w Brukseli zapadają decyzje, Polska jest w centrum ich zainteresowania, bo stanowi najważniejszy element niemieckiej Mitteleuropy. Niedługo unijny okupant do upadłego będzie jątrzył przeciwko polexitowi. Dlaczego? Bo to wbrew interesom okupanta.
Jak to robią Niemcy?
Najpierw Bruksela wprowadziła limity na produkcję cukru, by polskie cukrownie straciły na wartości i można je było tanio wykupić. Kiedy Niemcy zakończyli zakupy, unijne limity zniknęły. Gdy polskie firmy transportowe zaczęły wygrywać z konkurencją na rynkach krajów Europy Zachodniej, wskutek lobbingu między innymi Niemiec Bruksela wprowadziła pakiet mobilności, mimo że jego założenia są sprzeczne z oficjalnym unijnym stanowiskiem dotyczącym wspólnego rynku.
Gdy wchodzi w życie unijna dyrektywa dotycząca między innymi ocieplenia budynków, to się okazuje, że styropian produkowany przez polskie firmy nie nadaje się, a lepszy jest produkt niemiecki: unijne regulacje przeciwpożarowe mogą stopniowo eliminować styropian z rynku zdominowanego przez polskie firmy na rzecz wełny mineralnej, którą produkują głównie koncerny zachodnie, w tym niemieckie.
Skoro polska energetyka stoi na węglu, to wprowadza się nie tylko ETS, ale i podatek od emisji metanu oraz inne regulacje, aby energia była coraz droższa, a przez to nasza gospodarka coraz mniej konkurencyjna. Unijne przepisy zaostrzające jakość pelletu wypychają z unijnego rynku tańszy polski pellet na rzecz drogiego niemieckiego.
Niemcy są też liderem, jeśli chodzi o butelkowy system kaucyjny w Polsce, którego wprowadzenie wymusiła unijna dyrektywa.
Kiedy polskie zakłady wyspecjalizowały się w produkcji komponentów do samochodowych napędów hybrydowych, to Bruksela chce drastycznie zaostrzyć wskaźniki w normach Euro 6 i Euro 7, w rezultacie czego część modeli podrożeje, a niektóre znikną z rynku.
A komu najbardziej zależało, żeby Polska zgodziła się na kredyty SAFE? Komisji Europejskiej i Niemcom. Eurokraci byli „zaniepokojeni”, kiedy polska opozycja i prezydent się temu sprzeciwiali.
Z kolei niemiecki koncern K+S chce przejąć infrastrukturę solną i rurociągową Inowrocławskich Kopalni Soli „Solino”, która umożliwia zatłaczanie i wydobywanie ropy z podziemnych magazynów. Gdyby doszło do sprzedaży, obcy kapitał de facto przejąłby kontrolę nad strategiczną infrastrukturą państwa. W ten właśnie sposób Niemcy utrwalają w naszym kraju swoją Mitteleuropę.
Szantażowani politycy
Drugą grupą sprzeciwiającą się odzyskaniu przez Polskę suwerenności i niepodległości są kolejne polskie rządy, które nie realizują polskiej racji stanu, lecz interesy zagranicznych ośrodków władzy i obcych grup interesu. Do UE Polskę wprowadzali postkomuniści oraz osoby uwikłane w agenturalną współpracę ze służbami komunistycznego reżimu. Nie było lustracji, więc kto inny pociągał za sznurki. Zresztą nadal mamy we władzach polityków, którzy byli tajnymi współpracownikami służb PRL, więc nadal nie są samodzielni.
Do tego dochodzą politycy zamieszani w różne afery, jak podkarpacka czy kłodzka. I to oni teraz prowadzą sprawy Polski na forum unijnym, służąc tym, którzy mają na nich haki, a nie polskiemu społeczeństwu. Wymowny jest przykład firmy Torpol, którą rząd Koalicji 13 Grudnia zamierza sprzedać. To znajdująca się w doskonałej kondycji finansowej spółka budująca i modernizująca kolej, która w najbliższych latach ma wybudować nowoczesną sieć torów w ramach Centralnego Portu Komunikacyjnego. Czy teraz kupią ją Niemcy, tak jak w latach dziewięćdziesiątych, czyli w okresie, kiedy zaczynano wielkie budowy infrastruktury drogowej i nie tylko, Francuzom sprzedano polskie cementownie?
Podobnie rynek telefonii komórkowej został podzielony pomiędzy firmy niemieckie (T-Mobile) i francuskie (Orange). Czy w suwerennym państwie byłoby to możliwe? Jeśli szantaż oparty na współpracy agenturalnej lub hakach obyczajowych nie wystarczy, bo danego polityka to nie dotyczy, lobbyści zwyczajnie go korumpują. Nie jest to zbyt trudne, bo w Polsce zdecydowana większość ludzi nie idzie do polityki po to, by sensownie zarządzać państwem, ale żeby się wzbogacić. Koronnym dowodem na to są masowe przetasowania w spółkach skarbu państwa po objęciu władzy przez każdy nowy rząd czy proceder częstego ustawiania przetargów publicznych ujawniany przez CBA i prokuraturę (ostatnio na przykład Tramwaje Śląskie) albo afera w warszawskim Szpitalu Południowym.
Nie brakuje też przykładów wprowadzania zmian w ustawach wskutek lobbingu – pamiętamy aferę hazardową czy aferę Rywina. Już w roku 2013 autorzy raportu Banku Światowego ujawnili, że w Polsce za trzy miliony dolarów można sobie zamówić ustawę.
Skundlone media
Trzecia grupa sprzeciwiająca się polexitowi to media głównego nurtu. Są to albo będące w niemieckich rękach media prywatne, które ewidentnie stoją po stronie interesu gospodarczego Niemiec, albo media publiczne realizujące interesy władzy czy polskich służb na niekorzyść polskiego społeczeństwa. Działa to skądinąd na słusznej zasadzie rynkowej: realizuje się wolę właściciela.
Problem polega na tym, że brakuje szerokiego pluralizmu i przynajmniej równowagi. Media, które wyrażają propolskie stanowisko, są słabe, nieliczne i niedoinwestowane. Co oczywiste, nie są finansowane ani z zagranicy, ani przez podatników, jak na przykład TVP. A fakt, że gazety się coraz gorzej sprzedają, tylko pogłębia problem.
Wygrywają ci, którzy mogą liczyć na wysoko płatne reklamy i ogłoszenia władz oraz państwowych spółek, a żeby je otrzymywać, trzeba być posłusznym i wyrażać prorządową linię. Z kolei unijne dotacje finansują medialne projekty odpowiednie z ideologicznego punktu widzenia.
Niebagatelny jest też fakt, że sami dziennikarze są niedouczeni i postrzegają rzeczywistość w sposób zmanipulowany. Powtarzają wyklepane formułki władzy (choćby na temat bilansu członkostwa Polski w UE) i myślą, że to prawda.
Nieświadome społeczeństwo
Czwartą wreszcie grupą, która w większości sprzeciwia się wyjściu Polski z UE jest polskie społeczeństwo, które i przez polityków, i przez media zostało zmanipulowane w kwestii pozytywnych efektów członkostwa w Unii. Już w okresie przedreferendalnym nie było uczciwej debaty w sprawie korzyści i strat związanych z wstąpieniem do UE. Zamiast tego jednostronnie i bezczelnie stręczono nam Brukselę jako raj na ziemi.
Większość Polaków – po dekadach biedy w siermiężnym komunizmie – łatwo w to uwierzyła. Potem na każdym rogu ulicy pojawiły się tablice propagandowe z żółtymi gwiazdkami, które dawały wrażenie, że Unia rzeczywiście daje nam tak dużo, iż bez unijnych funduszy kompletnie byśmy sobie nie poradzili – co jest ewidentną nieprawdą. Dotacje unijne mają znikomą wartość nie tylko w relacji do PKB Polski, ale nawet w relacji do inwestycji w Polsce.
Ale cel został osiągnięty, bo wielu dało się nabrać. Niektórzy, jak bloger Grzegorz Wawro, przyznają się, że w 2003 roku zagłosowali w referendum unijnym za wejściem Polski do UE tylko dlatego, że dali się oszukać. Wawro zwraca ponadto uwagę, że brakuje podstawowej wiedzy i rozumienia podstawowych faktów, znajomości pewnych mechanizmów, które Unia Europejska wykorzystuje do tego, żeby przejmować coraz większe obszary naszej wolności. Dlatego teraz nawołuje do polexitu.
Euroonuca
Tymczasem sama Bruksela robi wszystko, żeby ludzie zapragnęli powrotu państw narodowych. Chodzi nie tylko o eurokorupcję, nepotyzm, politykę inwigilacyjną, ograniczanie gotówki i wdrażanie cyfrowego pieniądza oraz kolejne eurozakazy i nakazy czy coraz nowsze europodatki. Przez wiele lat poparcie dla polexitu stało w Polsce na poziomie poniżej 10 procent. Jednak przez lata UE wprowadzała swoje szalone, absurdalne i kosztogenne regulacje i polityki (jak polityka imigracyjna, covidowa, genderowa czy zielonoładowa, a jednym z istotniejszych elementów tej ostatniej jest ETS). W efekcie w grudniu 2025 roku poparcie dla polexitu wśród polskiego społeczeństwa skoczyło do 25 procent.
Ale w unijnych planach mamy ETS2, który ma zostać wprowadzony w roku 2028. Wtedy poparcie dla polexitu wzrośnie do 50 procent. Później zaś ETS3 wywinduje poparcie dla polexitu do 75 procent. Sama zresztą polityka imigracyjna może okazać się punktem zapalnym. Ma pod tym względem wielki potencjał. 12 czerwca 2026 roku wszedł w życie pakiet imigracyjny, a od 1 stycznia 2027 roku Komisja Europejska będzie mogła nakładać na Polskę limity przyjmowania nielegalnych imigrantów. Za każdą osobę poniżej limitu kara wyniesie 20 tysięcy euro.
Europosłanka Anna Bryłka tłumaczy w Interii: To polityka pana premiera Donalda Tuska, pani przewodniczącej KE von der Leyen, całej Europejskiej Partii Ludowej prowadzi do tego, że jest coraz większy sprzeciw nie tylko Polaków, ale generalnie Europejczyków wobec Unii Europejskiej w taki sposób kierowanej. Europejczycy, Polacy nie zgadzają się na politykę klimatyczną, ETS2, dyrektywę budynkową, nie zgadzają się na to, że Polska jest wykluczana z bardzo wielu decyzji. Przy sprzeciwie Polski i Francji Komisja Europejska zadecydowała o tym, że teraz będzie tymczasowo stosowana umowa z Mercosur, pomimo że Parlament Europejski nad nią nie głosował i skierował wniosek o opinię prawną do TSUE. Czy zatem sama Bruksela jest ruskim agentem i ruską onucą, która robi wszystko, by ludzie ją znienawidzili i doszło do dezintegracji UE?
Pracę maturalną z historii pisałem na temat wojen polsko-krzyżackich na przestrzeni wieków. Niemcy przez niemal całą historię byli w konflikcie z Polską: od czasów Mieszka I, poprzez państwo krzyżackie, następnie Prusy, które były inicjatorem rozbiorów Rzeczypospolitej, aż po apogeum drugiej wojny światowej, kiedy wymordowali miliony Polaków z naszą elitą na czele, rozkradli nasz majątek, a resztę zniszczyli. A teraz każe się nam kochać Niemców, z których zrobiono najbliższego partnera. Nie było w tym niemieckiej ręki? Wolne żarty!
Polexit oznacza przede wszystkim próbę ucieczki spod zależności gospodarczej od Berlina. Nie oznacza oczywiście zerwania tych relacji, a jedynie próbę uwolnienia się, co może się skończyć bardzo różnie, ale daje przynajmniej szansę na samodzielność.
Tomasz Cukiernik – prawnik i publicysta, autor książek: Sabotaż klimatyczny, Dwadzieścia lat w Unii, Wolnorynkowa koncepcja państwa, Michalkiewicz. Biografia.